czwartek, 21 marca 2013

Turyści

Kraków trzeba odwiedzić przynajmniej raz w roku. Taka tradycja. Najlepiej w maju lub czerwcu, zahaczając o Miesiąc FotografiiChodząc  spokojnie po mieście i upajając się wolnym czasem, odwiedzamy najciekawsze wystawy. Tak odpoczywamy. 

Im bliżej Rynku, tym trudniej się wyłączyć. Wszędzie wycieczki i tłumy przechodniów.  
Jesteśmy na Grodzkiej. Przepychamy się przez grupki obcokrajowców z głowami skierowanymi ku górze, rodziny z lodami, kebab, koszulki, kolczyki, grajkowie, żywe posągi, zapiekanka...  W prawo! Do kościoła Franciszkanów!


Gwar ustaje i zamienia się w cichy szmer.  W kościele jest tylko kilka osób pogrążonych w modlitwie. Zgarbione sylwetki delikatnie rysują się w półmroku panującym w kościele.  To miejsce wyjątkowe. Światło delikatnie przedziera się przez piękne witraże. Atmosfera jest mistyczna. 

Siadamy w jednej ze starych, drewnianych, potężnych ław.  Zatapiamy się w strumieniu światła przechodzącego przez witraż.
Uspokajamy duszę i ciało. Pogrążamy się w ciszy i zadumie.


Po chwili rozmyślań podnosimy głowy do góry, aby przyjrzeć się sklepieniom, pobłądzić wzrokiem po zwariowanej polichromii. 
I co dostrzegamy? 


Rytmiczny układ wzorów i barw jest zaburzony!
Kilkanaście metrów nad nami widnieje ślad. 


Tu byliśmy - Turyści!



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz